niedziela, 13 października 2013

PROLOG

 
 
 
Od zawsze wiedziałem, że jestem inny, niż reszta chłopców. Kiedy większość grało na dworze w piłkę nożną, ja siadałem przy drzewie i pisałem piosenki. Wolałem śpiewać niż uprawiać sport. Nie ważne jak bardzo moja mama starała się to zmienić, omijałem większość zabaw. Byłem też jednym z tych nieśmiałych, małomównych dzieci. Umiałem się rozgadać, ale nigdy nie potrafiłem zacząć rozmowy. Nie miałem za wiele kolegów i koleżanek, zazwyczaj na przerwach siadałem sam na ławce i czytałem jakąś książkę. Prawdą było, że czułem się samotny. Chciałem, mieć kogoś przy sobie, z kimś z kim mogłem porozmawiać o wszystkim, czy po prostu pośmiać się z głupich rzeczy. Moje życie było dosyć mało ciekawe. Dopóki nie spotkałem pewną osobę. Zawsze ktoś ma kogoś takiego, kogo uważa za więcej niż przyjaciela, ale boi się czy ta osoba odwzajemni to uczucie. Tak właśnie było w moim przypadku. A wszystko zaczęło się  pierwszego dnia, pierwszej klasy.

 


***


Byłem zmieszany. Nie wiedziałem do końca co się dzieje. Pani która stała obok mnie, starała się uciszyć inne dzieci, lecz bez efektu. Po wielu próbach, westchnęła i postanowiła, że odpuści. Schyliła się nade mną i przejechała dłonią po moich włosach.

- Witaj Harry, jestem Pani Jenkins- oznajmiła z uśmiechem na ustach. - Będę twoją wychowawczynią. Jak na razie dzisiaj mamy dzień wolny, więc może chciałbyś się pobawić z nowymi kolegami?

Spojrzałem w stronę rozbieganej grupki chłopców. Wydawało mi się, że byłby to całkiem dobry pomysł, ale obawiałem się, że bym ich zbyt bardzo nudził moją spokojnością, więc pokręciłem przecząco głową.

- A może wolałbyś sobie porysować? Widzisz tego małego blondynka?- wskazała palcem na chłopca, siedzącego w ławce. - Idź i zapytaj, czy możesz się dołączyć.

Stałem przez chwilę w miejscu, zastanawiając się co zrobić, lecz w końcu podjąłem decyzję i podszedłem do blondyna. Zdawał się mnie w ogóle nie zauważyć, więc lekko chrząknąłem, żeby zwrócić jego uwagę. Jego głowa od razu uniosła się w górę, a jego błękitne oczy, wpatrywały się w moje.

- C-czy mógłbym z tobą..no wiesz.. porysować może?- spytałem, lekko podenerwowany.

Na twarzy chłopca, od razu pojawił się szeroki uśmiech, a policzki pokryły lekkie rumieńce.

- Jasne! Zayn wolał pograć z innymi, więc praktycznie siedzę tu sam i przydałoby by mi się jakieś towarzystwo. Siadaj!- Zabrał plecak z siedzenia obok, żeby ustąpić mi miejsca.

Nieśmiało usiadłem i wyrwałem kartkę z bloku leżącego obok. Spojrzałem na rysunek chłopca obok.

- Co to jest?- spytałem lekko rozbawiony. - Wygląda dośyć śmieszne, jakbyś testował czy kredki rysują.

Blondyn spojrzał na mnie ze smutkiem. Uśmiech znikł automatycznie z jego twarzy i pokazywała coś w rodzaju.. rozczarowania. Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Chciałem go przeprosić, lecz nagle usłyszałem głos za sobą.

- Hej, zostaw go w spokoju!- powiedział chłopak, który nagle pojawił się obok mnie. Miał czarne włosy i oliwkową karnację. Pod pachą trzymał piłkę do nogi, a po jego minie można było sądzić, że miał ochotę uderzyć nią, moją głowę.

- Zayn, nic się nie stało..- powiedział blondyn, spokojnym głosem.

- Nie, Niall! Właśnie, że się stało, nie możesz być zawsze taki miły!- powiedział Zayn, nie spuszczając ze mnie wzroku.

- Zayn, spokojnie, on tylko spytał co narysowałem, naprawdę jest wszystko ok!- powiedział Niall, podchodząc do czarnowłosego, a następnie przytulając go.

Chłopca trochę zamurowało, ale zaraz oddał uścisk, po czym odszedł bez słowa. Niall spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i wrócił na miejsce, by wrócić do wcześniej robionej pracy. Czułem niezręczne napięcie między nami, więc poszedłem do pani spytać się, czy mogę dołączyć do 2 grupy, która obecnie znajdowała się na dworze. Nauczycielka mnie zaprowadziła, wymieniła 2 zdania z inną panią, po czym wróciła do budynku. Myślałem przez chwilę, czy nie skusić się na grę z dziewczynami w badmintona, ale postanowiłem, że po prostu usiądę sobie obok drzewa, żeby poobserwować grę chłopców w piłkę nożną. Gdy przyjrzałem się drużynie, zobaczyłem, że na bramce stoi Zayn. Ogarnęła mnie fala niepokoju i strachu. Chciałem jak najszybciej stąd uciec, ale było za późno. Jego czekoladowe oczy były wpatrzone w moje, a na twarzy pojawił się grymas. Ponieważ akurat miał piłkę, kopnął ją, celując prosto w moją głowę. Utraciłem równowagę i upadłem ciałem na ziemię. Prawdę mówiąc, byłem bardziej zszokowany, ale jednak ból był mocny. Usłyszałem śmiechy innych dzieci, przez co do oczu napłynęły mi łzy. Nie wiedziałem co robić, więc po prostu leżałem w miejscu, zaciskając oczy, by powstrzymać potok łez. Gdy prawie się poddałem, poczułem ciepłą rękę, chwytająca moje ramie i podnoszącą mnie do pozycji stojącej. Gdy uniosłem powieki, zobaczyłem uśmiechniętego chłopca. Miał piękne, duże niebieskie oczy, które niemal zakrywała zaczesana na bok, grzywka.

- Nie przejmuj się nimi, lepiej idź do pani, żeby pomogła ci się umyć, bo masz odrobinę błota na prawym policzku- powiedział, uśmiechając się jeszcze szerzej, niż przedtem.

Zarumieniłem się po cebulki włosów. Spojrzałem przez jego ramię na wredny uśmieszek, który posyłał mi Zayn. Westchnąłem smutno i zagryzłem wargę. Louis widząc moją reakcję, odwrócił się, żeby zobaczyć na co patrzę, po czym przewrócił oczami.

- Nie przejmuj się nim, Zayn już taki jest- powiedział klepiąc mnie po ramieniu. - Ale na twoim miejscu bym już szedł, bo inni się na ciebie patrzą.

Uśmiechnąłem się do niego, a on odwzajemnił ten gest, po czym wysunął rękę w moją stronę.

- A tak w ogóle, to jestem Louis Tomlinson.


________________________________

Hej :) Więc to opowiadanie jest poświęcone Larremu (Louis'owi i Harremu) i prawdopodobnie Ziall'owi. Nie wiem ile przewiduję rozdziałów. Postaram się dodawać, tak często jak będę mogła. Tak więc zachęcam do pisania komentarzy i opinii :)